— Nie, u nas noszą lutnie. Bałabajka ma tylko trzy struny, lutnia dużo więcej i dźwięk ma piękniejszy.
— A o czym u was śpiewają?
— Prawie zawsze o piękności i cnotach niewiast lub o stałości rycerzy, którzy ślubują wiarę jednej, tylko jednej!
Tolholos zadumał się. Potem podniósł wzrok na Ludmiłę i stwierdził:
— Ale u nas lepiej?
— O, nie! Przynajmniej nie dla mnie. Wszystko najdroższe sercu człowieka jest tam, gdzie się urodził. Wy tego nie rozumiecie...
— Owszem, rozumiem. I mnie byłoby smutno, gdyby mi kazano żyć w waszych kamiennych miastach. Tu się oddycha pełną piersią. I chatuna to kiedyś zrozumie, jak przywyknie...
W tej chwili zdyszana Cyrynka stanęła przed Ludmiłą wołając:
— Chodź, chodź, babka cię woła! — I szarpnęła ją za suknię.
Po chwili wahania Ludmiła wstała i poszła za dzieckiem, które najpierw wiodło ją między stołami, a potem pociągnęło w kierunku schodów wysłanych błamami gronostajów, prowadząc na podium. Stanęła na szczycie przed księżną Siurkukteni. Ta, zwracając do niej uśmiechnięte oblicze i własną ręką podając kubeczek tarassunu, rzekła: