— Jesteś, moja śliczna. Weź to i wypij na dowód przyjaźni.

Ludmiła, wziąwszy kubek, skłoniła się głęboko i już chciała wrócić na miejsce, ale księżna ujęła ją za ramię i poprosiła:

— Zostań tu ze mną, tak lubię z tobą rozmawiać. — I zaczęła się wypytywać o biesiady królów chrześcijańskich.

Kujuk niedługo pozwolił im się cieszyć swoim towarzystwem. Chciał sam jeden zagarnąć czas i uwagę „mądrej księżnej” i niecierpliwił się, ilekroć rozmawiała z kimś innym. Było w tym niezawodnie dużo politycznego wyrachowania, ale było też sporo prawdziwego uczucia skłaniającego do zazdrości. Czasami gniewał się na swoją słabość. Dobrze pamiętał, że Siurkukteni mu odmówiła. Domyślał się, że w kuryłtaju porusza przeciw niemu niebo i ziemię, a jednak ulegał jej czarowi i wciąż jeszcze krzepił się nadzieją tryumfu. Wszystkie inne kobiety go nudziły, bo wiedział, że na pierwsze jego skinienie staną posłuszne. Ona jedna, nieosiągalna, trudna do zdobycia, miała dla niego prawdziwą wartość i nieustannie przyciągała go swym czarem. Te cesarskie zaloty były tak widoczne, że księżna Ogul-Gajmisz gryzła wargi i trącając siedzącą obok siebie Anandę, mówiła:

— Patrz, jak go zawojowała! A to tylko branka, wzięta na wojnie razem z pięknymi końmi i kobiercami... Ta dzisiaj zajmuje pierwsze miejsce, moje miejsce!

— A tamta? — Ananda wskazała rejentkę119. — Jego matunia lepsza? Jeszcze mniej warta. Ona nie wyszła nawet z królewskiego domu, a teraz wszystkich dusi, podczas gdy my, czystej krwi Mongołki, musimy połykać łzy upokorzenia. Gdyby władza była w moich rękach, wszystko by się zmieniło. Wydałabym prawo, że nie wolno branki wojennej brać za żonę ani sadzać na tronie. Wszystkie mają być niewolnicami, służyć, i nic więcej.

Gajmisz uśmiechnęła się z zadowoleniem, a po chwili spytała:

— Ale cóż zrobić z tymi, które już zaszły wysoko?

— Wyrzucić. Potopić.

— Dobrze mówisz, Anando, potopić. Zaszyć w worek albo zawinąć w czarny wojłok i wrzucić do Orchonu. — Niewiasty, nienawidzące się nie bez powodu (Gajmisz wydarła berło Anandzie), chwilowo się zgadzały, a zapalczywość uniosła je tak daleko, że gadały i śmiały się coraz głośniej.