Ludmiła odsunęła się z bojaźnią i spojrzała na księżnę Siurkukteni, chcąc wyczytać z jej twarzy wrażenie, jakie zrobiła na niej przypadkowo podsłuchana rozmowa. Ale księżna patrzyła bez emocji i jak zawsze uśmiechała się łagodnie. Za to książę Mangu, który podszedł do niej z jakąś ważną informacją, pobladł i szepnął:

— Słyszysz, matko? Jeśli kiedy dojdę do władzy, zapamiętam tę rozmowę.

Z tłumu wyszedł tolholos i siadł na gronostajach. Promienie zachodzącego słońca przedzierające się przez zachodnie drzwi otoczyły go czerwonym światłem. Chwilę się namyślał, naciągał czarne, długie struny bałabajki i na koniec zaśpiewał pieśń, której melodia wydała się Ludmile dziwna, ale słowa jasne i zrozumiałe:

Czarny chan, mocny pan,

Ręce miał krzepkie jak łapy niedźwiedzie.

Głos łomocący jak wóz,

Jak wóz tatarski, który jedzie

Przez miast popalonych gruz.

Branki mu sprowadzono