Na ten znak, dany z góry, zagrzmiały oklaski; wszyscy zaczęli się tłoczyć wokół poety, chwaląc go i prosząc o powtórzenie pieśni.

Uczta trwała już kilka godzin. Słońce zaszło i choć na dworze było jeszcze w miarę jasno, w namiocie zapanował mrok. Pachołcy zaczęli wnosić pochodnie. Za nimi jak senne widziadła snuły się nadobne niewolnice w przejrzystych szatach. Jedne trzymały w dłoniach miedziane misy, w których palił się ogień strzelający wonnymi iskrami, inne dźwigały kamienne urny z unoszącym się błękitnawym płomieniem palącego się arjaszu. Płonące misy i urny ustawiano na stołach. Nastrojowe oświetlenie stworzyło zupełnie inną atmosferę. Pańskość i dworskość znikły, ustępując miejsca frywolności i swawoli. Muzyka zabrzmiała, ale już inna, mniej uroczysta. Bębenki i piszczałki nadawały rytm zabawie; coraz częściej sypały się grube żarty, coraz bardziej szkliły się oczy.

Otyli wodzowie i ministrowie, zwykle nadęci i poważni, teraz w najlepsze błaznowali. Młodzi byli mniej gadatliwi, za to tłukli kosztowne szklane kubki i japońskie wazony, a po każdej szkodzie przepraszali rejentkę, śmiejąc się i pokazując białe zęby. Stara cesarzowa wcale się nie gniewała, sama lubiła rubaszne żarty i dziką wesołość. Księżna Ananda także nie odsunęła czary, ale kumys120 był dla niej milczący i ponury. Za to księżna Ogul-Gajmisz, wziąwszy się zgrabnie pod boki, pląsała drobnymi kroczkami; bo jeśli po trzeźwemu taniec nie uchodził chatunom, w drugiej połowie uczty uchodziło wszystko. Jeśli taki jest początek, to co będzie dalej, pomyślała Ludmiła i spojrzała w stronę podium. Księżna Siurkukteni siedziała uśmiechnięta i cicha. Nagle się podniosła. Kujuk chwycił połę jej rękawa i przytrzymał.

— Chatuno, nie odchodź... nie będę już pił, tylko nie odchodź...

— Ależ ja schodzę, aby...

— ...aby nie wrócić. Ja wiem, że ty nie lubisz zakończenia biesiady.

Siurkukteni popatrzyła na niego wzrokiem, który zawierał prośbę i zarazem rozkaz, po czym oddała pokłon rejentce i ruszyła w kierunku schodów. Zstępowała po nich majestatycznie jak królowa, a spostrzegłszy Ludmiłę, szepnęła:

— Już wyjeżdżam i tobie radzę to samo, wyjedź... tu będą się działy okropności...

Ludmiła podeszła do stołu wodzów, pochyliła się nad mężem i szepnęła:

— Jeżeli pozwolisz, to się pożegnam. Księżna Siurkukteni chce mnie zabrać...