Ajdar wstał w milczeniu, podszedł do Ruysbroucka i wziąwszy od niego nie dopity napój, skosztował go.
— Prawdziwy kumys — szepnął z niedowierzaniem. — Potem nalał kubek po brzegi. — Żono, powiedz mu, aby wypił przy mnie, ja chcę widzieć to na własne oczy.
— Ojcze, mój małżonek prosi, abyście jeszcze wypili. Nie rozumiem, dlaczego nalega, pewnie z gościnności.
— A ja rozumiem — zawołał zakonnik. Z radością porwał czarkę i wychylił ją duszkiem. Potem sam ją po brzegi napełnił i z wymownym spojrzeniem podał gospodarzowi.
Ajdar pił powoli, smakował i wciąż spoglądał spod oka na zakonnika. Gdy skończył, obaj głośno się roześmieli i podali sobie dłonie, ściskając się długo i serdecznie.
— I ty powiadasz, że to dobry kapłan i chrzest od niego dobry, niefałszywy?
— Chrzest? Najlepszy, jaki tylko być może.
— Wiesz co, moja gołąbko? Gdyby ten mnie chciał ochrzcić, to przystałbym z przyjemnością.
Nastała chwila ciszy, obie niewiasty osłupiały. Elżbieta ze złożonymi rękami podeszła do Ajdara i zapytała drżącym głosem:
— Powiedz nam, behadyrze, co się stało? Przez tak długie lata odmawiałeś. Brata Benedykta słuchać nie chciałeś... Czy to cud boski?