Religijne zabobony ludów północnej Azji głosiły, że istota nawiedzona tą plagą nie tylko musiała obrazić bóstwo, ale stała się już na zawsze mieszkaniem „nieczystych duchów”. Toteż wszystkie uczucia i obowiązki wobec niej wygasały. Wyrok, wydany przez niebo, był widoczny i nieodwołalny.

Ludmiła została sama.

Ajdar siedział na ziemi i płakał głośno jak skrzywdzone dziecko.

— Żegnaj, moja gołąbko! Żegnaj, moje szczęście! Wolałbym sypać ziemię na twoją trumnę, niż zapuszczać wojłok na twoją jurtę, dla mnie już słońce nigdy nie zaświeci!

Biga siedziała przy nim, kojąc go najczulszymi słowami:

— Mój ty biedny, kochany Ajdarze, szkoda twoich cudownych oczu na płakanie. Jakież to szczęście, że ja przy tobie jestem, inaczej zostałbyś sam, zupełnie sam.

— Tak... to szczęście... — powtarzał głosem bez wyrazu, jak martwe echo. Nagle podniósł na nią oczy. — Powiedz mi, skąd mogło przyjść to nieszczęście?

— A skądże ja mogę wiedzieć? — odparła zmieszana Biga. Po chwili dodała: — Nietrudno się domyślić. Ściągnęła go sobie sama, przez tych wszystkich żebraków, którymi tak często się otaczała. Pewno któryś z nich napędził jej złego ducha. Ci chrześcijanie to szaleńcy!

— Być może... — jęknął boleśnie Ajdar, a potem podnosząc zaciśnięte pięści ku niebu, wołał: — Po co ja się chrzciłem? Ten Bóg z krzyżem nie może być dobry, skoro oddał tak piękną niewiastę na pastwę nieczystym duchom, nie może być mocny, kiedy nie umiał jej obronić.

— Cha! Cha! — Biga uśmiechnęła się jadowicie: — Może to kara za odstąpienie naszych duchów?