— Nawet nie liczyłyście?
— Po co? Pan Bóg je policzy. W niewoli liczyłyśmy wiosny, doliczyłyśmy się do dwudziestu pięciu. Ale w drodze to już trudniej. Bywało tak, że jedna z nas bardziej zaniemogła i pół roku leżała w jakiejś opuszczonej chałupie; druga ją pielęgnowała, pocieszała. Potem znów szłyśmy dalej. Czasem trudno było odnaleźć drogę. Pytałyśmy zawsze o Jerozolimę i oto jesteśmy w Palestynie.
— Ale że wytrzymałyście to wszystko, to nie do uwierzenia! I nie pomarłyście z głodu, i dzikie zwierzęta was nie dopadły! Nie do wiary! — nie mógł nadziwić się rycerz.
— Ach, mój panie, człowiek nigdy nie może powiedzieć: „Ja tego nie wytrzymam, ja tego nie przeżyję”. Wytrzyma! Sto razy będzie konał i nie skona, jeśli mu Bóg długie życie przeznaczył. Jeden cel nam przyświecał — dotrzeć do kraju. Nie bałyśmy się dzikiego zwierza, bo szłyśmy najczęściej w gromadzie trędowatych; przymusowe towarzystwo, ale co zrobić, kiedy z innymi nie wolno przestawać. Bywało ciężko, niejeden oszukał, okradł, do złego namawiał... Z jedzeniem była najmniejsza bieda, trędowaci nie skarżą się na głód. Każdy co prędzej daje strawę i jałmużnę, byle się pozbyć, byle taki nie przestąpił progu domu. Rzucą jak psu i uciekają. Nie tak jak wy, mój zacny panie.
Rycerze spojrzeli po sobie. Choć mężczyźni, twardzi, oswojeni z cierpieniem, poczuli, że serce im krwawi.
— No, a teraz — rzekła Ludmiła — wszystko będzie dobrze. Dostałyśmy się między poczciwych ludzi. Byle jeszcze dojść do Jeruzalem, tam może sobie wymodlimy powrót do naszej ziemi, do Polski.
— To wy z Polski? Gdzie ta Polska?
— Dość daleko. Za krajami niemieckimi, na północ, tam, gdzie Wisła płynie.
— To gdzieś koło Hiperborejów153. Tam podobno ludzie śpią pół roku? Może potrafimy ułatwić wam powrót, bo najważniejsze, aby dostać się do Europy; tam znajdziecie pomoc i przytułek. My od czasu do czasu wyprawiamy okręt przeznaczony wyłącznie dla trędowatych pielgrzymów, który płynie albo do Marsylii, albo do Amalfi. Niekiedy wprawdzie trzeba i parę lat poczekać, nim się zbierze załoga z chorych, ale dla was to może i lepiej? Tutaj między nami nabierzecie sił, wydobrzejecie, a przy tym zwiedzicie miejsca święte. No, ale teraz pozwólcie, abyśmy zawieźli was do Jerycho154, to bliziutko, stąd widać miasto.
— Ach, więc to Jerycho? Sławne w Biblii z trąb Jozuego! Sławne w Ewangelii z uzdrowienia ślepego! — zawołała Elżbieta z pobożnym uniesieniem.