Elżbieta pochyliła się nad nim, utulała go, szepcząc:

— Jasiu! Moje dziecko, moje najdroższe dziecko! Wstań, niech cię zobaczę! Niechże cię ucałuję!

Święto

Ludzie, którzy na widok trędowatych rozstąpili się, tworząc ogromne koło, teraz zaczęli podchodzić bliżej, coraz bliżej, żeby nasycić oczy rozczulającym widokiem tego powitania i usłyszeć rozmowę między matką a synem.

— Tedy powracacie aż stamtąd? — zapytał wzruszony Jan.

Niewiasty odpowiedziały:

— Tak, wracamy z niewoli tatarskiej.

Słowa te magiczną siłą przyciągnęły serca. Wszyscy rzucili się ku niewiastom, powtarzając:

— Chyba cudem jakowymś, bo stamtąd nikt nie wraca.

— Oto cud, który nas tu przyprowadził. Elżbieta obnażyła nieco ręce. — Dla trędowatych wszystkie drogi są wolne. Żaden człowiek nie znalazłby sposobu, a Pan Bóg znalazł. To prawda, że sporo wycierpiałyśmy, ale warto było i dziesięć razy tyle cierpieć, byle doczekać takiego dnia! Prawda, Ludko?