Elżbieta wyjęła różę z rąk syna i całując ją z uniesieniem, powtarzała:

— Jesteś, jesteś, moje szczęście! Jak się to biedactwo skuliło, jak wyschło! Zupełnie jak nasza dola. Ale teraz odżyjesz, moja różyczko, włożę cię do wody... Zmartwychwstaniesz!

Wszyscy chcieli obejrzeć różę. Ludmiła wyjęła drugą, znalezioną w Jerycho175, którą już kiedyś pokazywała sędziom. Teraz mogli porównać obie gałązki. Żegnaniecka, przez czterdzieści lat pozbawiona wody i powietrza, była zdecydowanie mniejsza. W tym momencie jeden z sędziów wzniósł ręce i tryumfalnie wykrzyknął:

— Niech żyje nam Jan, syn Sulisława, obrońca Krakowa i prawy dziedzic Żegnańca!

Wszyscy uderzyli w dłonie i odkrzyknęli:

— Niech żyje dziedzic Żegnaniecki!

— A teraz, co powiesz, bratku? — kasztelan zwrócił się do Zyndrama. — Wyszła prawda na wierzch. Kto mógł znać podziemną drogę do zamku? Nikt, jeno właściciele. Kto mógł wiedzieć, jakie rzeczy są tu schowane? Nikt, jeno ci, co je tam włożyli. A tyś nic nie wiedział, boś ty nie pan, lecz wdzierca! Mury świadczą przeciwko tobie! Ziemia rozstępuje się pod tobą! I czy jeno zamek wydarłeś? Tyś chciał prawemu dziedzicowi skrócić święty żywot! Ale Pan Bóg pomieszał twoje szyki. Drżyj, zbrodniarzu!... Ciężki rachunek zdasz przed majestatem Pańskim i przed nami!

Zyndram stał osłupiały. Zdawało się, że nic nie widział i niczego nie rozumiał. Jednak były to pozory; dobrze wiedział, co go czeka. Kątem oka spostrzegł, że straże uspokojone jego biernym zachowaniem nieznacznie spuściły go z oczu. Niespodziewanie rzucił się ku drzwiom i oznajmił szyderczo na pożegnanie:

— Kiedy wszyscy są przeciwko mnie, ustępuję. Nie ze strachu, jeno z pogardy. Weszliście jak złodzieje! Nie myślę z wami tu siedzieć. Świat szeroki, kasztelów mi nie brak, bądźcie zdrowi! Już moja noga tutaj nie postanie! — i wyszedł z podniesioną głową.

To przemówienie było nieprzewidziane; tchnęło dumą prawdziwego pana i gospodarza domu. Wszyscy w pierwszej chwili zupełnie stracili głowę, stanęli w bezruchu, zwracając na kasztelana oczy pełne niemego zapytania: „Co robić?” Kasztelan wysłuchał Zyndrama z zainteresowaniem, ale kiedy zobaczył, że wychodzi, krzyknął gniewnie: