Ludmiła, która zapomniała zupełnie, że przed Zyndramem odsłoniła swe oblicze, kręciła się między ludźmi bez zasłony. Wszyscy ją sobie pokazywali, nie ukrywając zdziwienia.

— Wielki Boże! — szeptano dokoła. — Co się z nią stało? Toż to czysty anioł!

Elżbieta także spostrzegła piękną twarz Ludki, ale nie dowierzając własnym oczom, pomyślała sobie: może ona tylko dla mnie jest taka śliczna, dlatego że ją okrutnie miłuję. Na koniec i Jan spostrzegł odmianę. Stanął porażony i wnet przeniósł oczy na twarz matki. Ale Elżbieta miała na twarzy rąbek, którym się szczelnie osłoniła przed oczyma ciekawskich. Już po wizycie u księżnej Kingi czuła, że z jej obliczem dzieje się coś dziwnego, ale nie miała czasu tego sprawdzić.

Syn podbiegł do matki, podniósł dłoń, chcąc zedrzeć zasłonę, ale drżąca ręka zawisła w powietrzu, po chwili opadła. Zabrakło mu odwagi. Wtedy Ludmiła, która z dosłyszanych szeptów zorientowała się, o co chodzi, podeszła do Elżbiety i podniosła jej rąbek. Wszyscy wydali jeden okrzyk. Elżbieta była jeszcze piękniejsza niż Ludmiła. To niecodzienne zjawisko polegało na niezwykłym przeobrażeniu cery, przez którą już przebijało nieśmiertelne światło. Choć na rysy ich twarzy nie powróciła młodość, nie wyglądały wcale na swoje lata; nieskalana niewinność wieku dziecięcego i rozumny wyraz najwyższej dojrzałości jaśniały na ich twarzach. W oczach Ludmiły jeszcze pozostała iskierka ziemskiej przewrotności, ale Elżbieta, która zawsze umiała cierpieć i wcześniej utraciła swą piękność doczesną, dziś, w chwili odrodzenia, błyszczała jakimś niesamowitym niebiańskim urokiem.

Jan padł na ziemię i pochylił z szacunkiem głowę, a za jego przykładem wszyscy zgromadzeni mężowie zgięli kolana i twardymi rękami bijąc się w piersi, wołali:

— Święte niewiasty, wstawcie się do Pana za nami grzesznymi.

Elżbieta i Ludmiła aż wzdrygnęły się na te oznaki czci.

— Nie bluźnijcie! — rzekły. — Jesteśmy grzeszne jak wszyscy. Święta jest owa koronna mniszka, której Bóg ofiarował łaskę uzdrawiania.

Tu obie klękły wśród rycerzy i chłopów i zaczęły mówić Litanię do Świętych Pańskich, a wymieniwszy Annę i Magdalenę, męczenniczki Agatę i Łucję, z nagła umilkły. Na koniec jednocześnie dodały:

— Święta Kingo, módl się za nami!