— Nie szukam tutaj nikogo, tylko własnych wspomnień...

— Więc wy tu byli już kiedy?

— Byłem. I znałem ludzi, którzy tutaj mieszkali.

— A dawno to było? Pamiętacie, ile lat temu?

— Lat? A kto by się ich doliczył! Ale na pewno około sześćdziesiątki. Byłem wtedy bardzo młody, wracałem z Ziemi Świętej i podpierałem się kijem jako biedny pielgrzym.

— Jako pielgrzym? To wyście tu przynieśli różę jerychońską?

— A jużci, jam ją przyniósł. Skądże o tym wiecie?

— Na tej górze wszyscy wiedzą o tym cudownym kwiatku — szczycił się franciszkanin. — Chodźcie, to go wam pokażę. Kwitnie w zielonym garnuszku w zamkowej kaplicy.

Nieznajomy wziął się za głowę.

— Jakoż to? Cały zamek runął; sam widziałem go w gruzach. Dwie cudne panie z anielskim dzieciątkiem zginęły na obcej ziemi, w jasyrze, a takowe suche zielsko przetrwało ich wszystkich.