— Co za grzech?
— Jak to? Uciec od mego benefactora982, co mię wyrwał z jasyru od Tatarów?
— Pięknie wyrwał! A sam trzyma w jasyrze! Już ja tam nie wiem, kto gorszy, czy Tatar, czy Niemiec?
— Zawdy ja chleb jego jadłam bez cały mendel983 lat.
— Gorzki to był chleb, samaś mi wacpanna gadała.
— Bywał ci nieraz gorzki, zawdy przecie co chleb, to chleb, a co grzech, to grzech. Zresztą, po co kraść tam, gdzie można z dobrej woli dostać? Mógłby mi on potem powiedzieć: „Ty żmijo, czemuś nie suplikowała? Byłbym ja może i pozwolił”.
— A jak nie pozwoli, to co?
— Ha! Jak nie pozwoli, to poproszę Pana Boga o jaką uczciwą inspirację, ale pierwej muszę poprosić człowieka, muszę udać się w pokorę, to mój psi obowiązek.
Właśnie gdy tych słów domawiała, stanęli przed Bursztynowym Domem. Kazimierz nagle puścił jej rękę i rzekł twardym głosem:
— Głupiaś wacpanna.