— Co waszmość chcesz? Amory są bogi srogie. Nie na tym koniec. Trza było widzieć, jaką też on recepcję1057 zgotował i onemu nieszczęsnemu Ollendrowi! Dobrze my się jemu przysłużyli. Przywlókł się nieborak już za dnia, cały wystrachany1058, i chciał do domu wejść chyłkiem, ale pan majster czyhał, nasiadł go w sieni, zbił na kwaśne jabłko i do tego skrzyczał, ale to tak po majstrowsku, że aż tu w mojej komorze było słychać. Nie rozumiem, jak ten hardy czeladnik nie odprawił się zaraz? Chyba że go tu co trzyma na uwięzi... ale to lepiej ostawić — jak powieda pan konsul — „keine gadanie”.
Pan Kazimierz tylko na poły słuchał pani Flory. Zanurzywszy ręce we włosach, coraz gwałtowniej biegał po komnacie i powtarzał z rosnącym uniesieniem:
— Jezu miłosierny! I to biedactwo tam całą noc przemęczyło? Bez łóżeczka? Na twardych deskach. Między kańczastymi1059 skrzyniami!! Ach... i wacpani powiedasz, o chlebie i wodzie?
— Tak on gadał, acz ja nie dowierzam, aby w onym głodzeniu długo dotrwał, boć i on ją po swojemu lubi.
— A niechże go z takim lubieniem! Neron! Herod1060 na niewiniątka! Miałaś wacpani rację, nieszczęście!
— Całe nieszczęście, żeś waszmość nie był mocen1061 w nocy jej zaraz uprowadzić. Co mi to za kawaler, co nie umie przeperswadować1062 lichej dziewczyniny?
— Ja już i tak nieszczęśnik, a wacpani jeszcze mi dogryzasz.
— Ja nie dogryzam, jeno sama się gryzę dla wacpaństwa, bo co wczora mogło pójść jak po maśle, to dziś już niełacno.
— Jak to: niełacno? Dlaczego niełacno? Oho, zobaczymy! Ja zaraz pójdę tam do niego! Rozprawię się z nim tak czy owak!
— Nie pójdziesz tam, panie poruczniku. Próżno się dobijać. Pan majster gadał mi bez ogródki: „Powiedz wacpani temu kawalerowi, aby się już do mnie, póka żyw1063, nie fatygował. Mógłbym ja go w puch rozbić przez pachołki miejskie, ale nie rozbiję, bo nie chcę zadzierać z armią jego królewskiej mości, nie chcę naszego dobrego Gdańska eksponować na wojenne przygody. Niechże sobie szczęśliwie jedzie, jeno niech mię już nie nachodzi, bo mię, póka żyw, na żywe oczy nie obaczy. Dobrze on to sam wie, kiedy gadał nocą, tam pod beischlagiem, jako »stary« go nigdy już do swego domu nie wpuści. Czy ja taki »stary«, to jeszcze obaczy po moim weselu, ale że nie wpuszczę, to ma rację. Nie chcę ja już przestawać z takowym człowiekiem, co go nie mogę całkiem estymować, a jakoż mam estymować, kiedy mię ten łotr oszukiwał?” Wybacz waszmość takie szpetne ekspresje1064, ale to ja nie z siebie gadam, jeno powtarzam chryję1065 pana majstra.