Już zrównał się z Carolusem Magnusem, którego kamienne oczy patrzą w niego dziwnie, jakby mówiły:

„Jedź śmiało, kawalerze! Audaces fortuna iuvat1165”.

Już się otarł o wypukłą kratę od okna dolnego...

Boże mój, dzięki Ci! Już czuje pod nogami twarde skręty liny, która, opadając na ganek, jak wąż się nawinęła.

O szczęście! Już dotknął ziemi!

— Jakiś ty waleczny! — szepce z uwielbieniem Hedwiga.

— Co tam ja, nie dziw. Ale ty jaka waleczna! — odpowiada Kazimierz, stawiając ją przy kracie od ganku. W tejże chwili wszakże spostrzega, że panienka nie może utrzymać się na nogach.

— Jak ty pójdziesz, moje niebożątko? Ja cię chyba zaniesę1166.

— Nie... nie... chwilkę jeno odetchnę... poczekaj...

W tejże chwili muzyka umilkła. Zegary miejskie jedne po drugich zaczynają bić jedenastą.