— Nie zabit, jeno zrabowan1199. Cały Dom Bursztynowy obrabowan.
Wśród tej bieganiny i krzyków ukazał się majster Johann. Wyszedł więcej zdziwiony niżeli strwożony, a rozejrzawszy się w sprawie, zaczął wołać na drapiącego się wciąż pod górę Kubę:
— Zleźże mi zara! Tamtędy go nigdy nie dostaniesz. Niech mi kto na dach pójdzie, to lepiej. Hej, chłopcy, skoczcie co tchu!
— Ja go tam wytropię! — krzyknął Kornelius i wpadł do sieni, a za nim chłopcy czeladni puścili się hurmem1200, radzi, że taka zabawa im się trafia.
Grubasek nie dał się przekonać, ale wciąż wisiał u liny, a widzowie, zgromadzeni na przeciwległych gankach, zachęcali go wykrzykami:
— O jest!... Widać mu głowę! O... teraz ręką macha! Śmiało, Kuba, łapaj!
Majster, zapatrzony także w górę, powtarzał ciągle:
— Ale czego ten człek tam chciał?
— Ano czegóż? — odpowiadano wkoło. — Wie, że skarby są u waszeci, chciał wleźć. Nie mógł drzwiami, to jakowym1201 oknem.
— Aleć łacniej mu było z beischlagu po drabce niż tamtędy na złamanie karku.