Nagle uderzył się w czoło.

Herr Gott!1202 — wykrzyknął. — Czy to nie po nią? E! Niepodobna rzecz... a wszelako1203...

Tu wyrwał świecę z rąk Miny, rzucił się do sieni i zaczął pędzić po schodach z takim gwałtem, że na ulicy słyszano, jak stopnie pod nim dudniały1204.

Tymczasem Fruzia, wysłana przez wystraszoną panią Florę, czyniła nadludzkie wysiłki, ażeby odwołać Maćka. Najprzód wysunęła się do pasa ponad klapę, ale gdy stamtąd było jej za daleko, wyskoczyła na dach wdowiego domu, wbiegła na drabinkę i wytknąwszy głowę, szeptała:

— Pst! Pst! Maciek. A ty, głuptasie, słyszże!

Maciek, oparty o komin, z całych sił przytrzymywał linę, która pod ciężarem Grubaska wysuwała mu się nieustannie, a tak był zacietrzewiony tą robotą, że nie zaraz usłyszał wezwanie. Na koniec odwrócił głowę.

— Czego?

— Ano, chodźże!

— Nie mogę. Pan kazał wyhisować śnor.

— Ależ, ty ośle jakiś, po cóż to pan kazał? Po to, aby nikt liny nie obaczył. A jak raz obaczyli, to już przepadło.