Ale nagle w tę wesołość uderzył istny piorun.

Majster wyleciał z domu jakby wariat. Trzymał się za głowę krzyczał:

— Hedwiga! Hedwiga! Wziął mi Hedwigę! To on! On!... Ja wiem kto!

Mina, cała drżąca, przystąpiła:

Herr Meister1209, nie może to być. Jam sama drzwi zamknęła.

— Głupiaś, babo! Nie drzwiami ona wyszła, jeno tamtędy.

Tu pokazał małe, okrągłe okienko.

Na te słowa wszyscy zadarli głowę. Powstał jeden okrzyk podziwu.

— O o o!... Tamtędy? Jakoż to może być? Taką małą dziurką? A toż chyba czary?

Co prawda, widziany z dołu i przy niepewnym księżycowym świetle, kamienny pierścień wydawał się jeszcze nierównie1210 mniejszym1211, niżeli był w istocie.