A ludzie pytali:

— Kto taki porwał? Czy ten młody, co to tu zawdy siedział na beischlagu? Ten od Wodnej Armaty?

— Co? Ten cudny z wąsikami? — szeptały kobiety.

— A to chwat! — półgłosem chwalili mężczyźni. — Ba, nie dziwota! Wolała młodego zucha niż tego starego pierkosa1212.

I nagle prąd współczucia dla młodej pary przeszedł po całym tłumie.

Majster Johann uczuł to nieprzychylne dla siebie poruszenie. Wyciągnął pięść i zawołał:

Herr Gott! Trzebaż coś robić! Niechże mi kto pomoże, bo tu nie kto pokrzywdzon, jeno ja!

Kuba się przybliżył.

— Panie radny, ja puńdę, zadzwonię na kościele.

— A co mi po dzwonach? Dzwoń umarłemu. Dla mnie czego trzeba, to konia!