— Nie, chodzi po swojej komorze tam na drugim trepie1281, od podwórka, bo nie chce patrzeć na te ludzie1282, co mu dom napastują.
— Wiem, że porąban1283. Czy ta rana zła?
— Pono nie. Balwierz1284 opatrywał i śmiał się, i gadał, że za dniów pięć abo sześć Meister będzie zdrów. Ale zawdy biedny syka z bólu.
— A frajlein Hedwiga czy już wie, że pan Kazimierz nieżyw1285?
— A jakże, wie. Meister zara jej to gadał i ten paskudny Kornelius chwalił się przed nią, że go zabił. Oj, szkoda freibittera1286! Nieładnie to było, że wykradał pannę Hedwigę, Meister miał rację, że ją gonił, Meister ma zawdy rację, ale po co ten Ollender go zabijał? Taki gładki1287 kawaler! Taki szczodry pan!
Przez czas gdy Mina utyskiwała, pani Flora, nic nie odpowiadając, szła szybko po krętych schodach. Stanąwszy na drugim piętrze, wtargnęła bez namysłu do sypialni majstra Johanna.
Ten po swojej pięknej komnacie chodził ciężkim krokiem, cały nachmurzony; za każdym nawrotem przystawał i popijał piwa ze szklenicy stojącej pod oknem. Kabat miał nadziany1288 tylko na jedno ramię. Lewa ręka, wpół obnażona, była u ramienia spowinięta chustami.
Na widok pięknej wdowy zmieszał się, zaczął kabat naciągać na piersi.
— Herr Gott! A jakoważ to siurpryza1289! Ano, ja się wstydam1290.
— Nie wstydaj się waszeć. Ja tu jako do szpitala. Chory medyków się nie wstyda, a ja dzisia medyk, co przynosi waszeci cudowną dryjakiew na rany. Dawaj wasze rękę. Cóż, bardzo boli?