— Boleć boli. Co prawda, balwierz gadał, jako gruby rękaw mię salwował i jako nic nie ma nadłupanego. Wszelako to rżnie i piecze diabelnie.

— Ale bo to te balwierze zawsze do maściów nakładają różnych papryków i chrzanów, byle — jako mówią — złe wypalić. Ja waszeć chcę kurować po babsku. Mam tu plasterek turecki, co w nim jest i balsamus mekkański, i one różne styraksy1291, takie, że jak przyłoży na rękę, to jakby ręką odjął. Siadaj wasze, pokaż, nieboraku, rękę.

To mówiąc, mimo wahań pana majstra, odwinęła chusty i na widok jego rany zaczęła serdecznie jęczeć.

— Widzisz, wasani, co to ja cierpię dla tej głupiej dziewczyny.

— Widzę, widzę... A mój Boże! Jakoż to można było płatnąć1292 taką zacną rękę?

— A ja wasani powiedam, co dałbym się może płatnąć i raz drugi, byle mię takie bieluchne rączuchny zawdy opatrowały1293 — mówił rajca, który już zaczynał topnieć i uśmiechać się pod wrażeniem tych niewieścich starań.

Pani Flora przyłożyła plaster dobyty ze złocistej lewantyńskiej puszki, potem z kieszeni wyciągnęła bandaż długi, miękki, taki przepachniały lawendą, że w całej komnacie rozeszła się woń jakby na łące.

Owijając go wkoło ręki, pani Flora powtarzała z wielkim zawzięciem w głosie:

— A to zbój, co nam tak pokrzywdził naszego majsterka! A to zbój! Aleć dostał i on za swoje, niegodiasz1294. Teraz już ziemię gryzie, już! Dobrze mu tak.

Majster się zawahał.