— Już to — rzekł po chwili — że zarobił na swój koniec, to keine gadanie. Jam go tam nie chciał sam zabijać, aleć że Kornelius tak uczynił, to i dobrze się stało, a to dla dwóch racyj1295. Naprzód, że jakby nie ostał zarąban, toby nas był wszystkich w rumel1296 zarąbał, bo straszny w nim siedział Erkul1297. A potem, niechby on był żyw, tobym ja nigdy już oka nie zmrużył spokojnie. Zawdy bym się bojał1298, że on wróci po nią. A to był człek płodny w fortele, nigdyś nie wiedział, z jakiej strony cię skubnie.
— A cóż ta głupia Hedwiga porabia?
— A cóż? Jak to ona. Lamentuje, desperuje i prosi się do klasztora1299.
— Gdzie ona jest? Zawdy na onym poddaszku?
— Oho! Niegłupi ja już tam ją wsadzać, aby mi całe miasto z okienka stumultowała. Zamknąłem ją w jej komorze, a Korneliusowi przykazałem, aby stał na podwórku i patrzał ciągle w jej okno, czy ona tam jakich ekscesów nie robi, bo to licho umie z oknami dokazywać i gotowe jeszcze na łeb skoczyć. Ale ja każę tam dać kraty. Zaraz dzisia. Jużem posłał po tęgiego1300 ślusarza. Ja w całym domu w okniech każę włożyć kraty. Chciała klasztora, będzie miała u męża klasztorek.
— Jak to: u męża? Czyżbyś waszeć jeszcze chciał za żonę takową, co z gładyszkami1301 latała po gościńcach?
— Ta-ta-ta! Latała! Że sobie przegalopowali spacyrem za bramę, to jeszcze nie ma infamii1302. No i tak, Bogiem a prawdą, co mizerna dziewka może zrobić, jak ją mocniejszy gwałtem na konia wsadza?
Pani Flora miała ochotę uczynić uwagę, że niewiele musiało tam być gwałtu, gdzie porywana wychodziła okienkiem, z którego tylko przy bardzo dobrej woli można się wydostać, ale przycięła sobie usta i zmilczała.
Tymczasem pan majster, coraz bardziej się zaperzając, wołał:
— Na cóż tedy ja ją gonił i krew moją przelewał, i tamtego zabijał, jak nie na to, aby ją mieć?! Prawda, że nagrzeszyła, i grubo, aleć Ewangelija każe w sercu żywić misericordię1303. Niechże mi się zasubmituje1304, a do nóg padnie, a zaobiecowa1305, jako mi będzie zawdy wierną żoną i sługą, to jeszcze dostanie pardon1306.