Hedwiga rozpowiadała1361 to wszystko z życiem, wpół ze śmiechem, ale tu nagle syknęła, rękę zacisnęła na piersiach i głos jej znowu zrobił się płaczliwy.
— Matko Najświętsza! A to nieszczęście!
— Co znowu się stało?
— Mój szkaplirz! Mój kochany szkaplirz!
— Zepsował się?
— A jakoż? Pan majster go zepsował. Widno1362 jak ciągnął za krezę, tak i sznurka naderwał i cały szkaplirz rozlazł się w kawałki. Boże mój, co ja tera zrobię?
— Pokaż no wacpanna, może się jeszcze da naprawić? No i cóż tak wielkiego? Rozpłatały się dwie połowiczki. Zeszyjesz je ładnie, nowy sznurek dasz i będzie.
— Tak, ale to już będzie nie ten sam sznurek. A jam zawsze go tak pilnowała jak oka w głowie. Taka wielka świętość! Jedyna rzecz, co mi ostała z dawnych czasów, i to mi zepsowali! O! Patrz wacpani i modlitewka stamtąd się wypsnęła.
To mówiąc, Hedwiga ostrożnie rozwijała zżółkłą, w kilkoro złożoną karteczkę. Jeszcze nie zdążyła całej rozwinąć, gdy drugi papierek wypadł z niej na podłogę.
— A to co? I druga modlitewka? Nigdym nie śmiała rozparać1363 tego ni zaglądać, ale kiedy samo się roztworzyło, toteż obaczę, co w takim szkaplirzu piszą. Ta pierwsza... łacina... to nie dla mnie. A druga?