I obie długo zamieniały spojrzenia pełne troski. Nagle Hedwiga uderzyła się ręką po czole.

— Już mam! Ociec Damian! To człek mądry i dla mnie przyjaźliwy1367.

Poproszę go wedle spowiedzi. A potem pokażę mu ten papierek. Jeśli kto pod słońcem, to chyba on poradzi, co tu robić.

— Niebieską inspirację Pan Bóg zesłał wacpannie. Powiem ja panu majstrowi, jak wacpanna w swojej dezolacji1368 chcesz się pokonsolować spowiedzią. Tegoż on chyba nam nie zrekuzuje1369. Ale schowaj wacpanna głęboko ten dokument, boć to nad wszelakie złota i karbunkuły1370.

Hedwiga oddarła kawałek od poszarpanej krezy, włożyła weń płatki szkaplerza i obie karteczki — wszystko sznurkiem obwiązała i, nadziawszy1371 nową suknię, za stanik wsunęła.

Już też i czas naglił. Za drzwiami odzywały się coraz głośniejsze stąpania i chrząkania. Pani Flora zapukała, majster ją wnet wypuścił i zapytał:

— No, cóż tedy?

— Ano cóż? Nieźle mi się pofortuniło1372. Zeszłam1373 ją na podłodze. Wiła się tam jako ten wąż, a szlochała jako bóbr. A teraz już chodzi, oczy otarła, włosy przymusknęła1374, szatki odmieniła, można choć trocha z nią pogadać. Niech się wywzdycha, to i przyjdzie myśl pogodniejsza, jeno trza jej obrachunek zrobić ze sumnieniem i w nabożeństwie się odrodzić, takoż ona i chce, i prosi, aby jej sprowadzić spowiednika.

Majster zmarszczył brwi.

— Kogo? Onego dominikana, co to taki mądral1375? Hm... a jak mi dziewkę jeszcze gorzej nabuntuje?