— Nie gadaj tak waszeć. Ksiądz zawdy napędza do pokory i do posłuszeństwa. On lepiej jej nakiwa niżli waszeć sam.

— Wymyśl wacpani co jenszego. Ja już tych mnichów dosyć-em w domu miał1376.

— Nie wymyślę nic jenszego. Nie kontruj waszeć, bo sam sobie psowasz jenteres1377. Niektóra białogłowa nikogo nie posłucha! Ni oćca, ni matki, ni męża, ni Pana Boga, a księdza posłucha.

— To chyba tak u was, bo u nas, luteranów, to inaczej.

— A ma się rozumieć, że inaczej. Wasze ministry boją się własnych żon, to już i nie umieją rozkazować żadnej białogłowie.

— Ha no! Kiedy tak, to już go tam wacpani sprowadź, ale jak będzie źle, to na wacpanią spadnie respons1378.

— Dobrze, dobrze, responduję — odparła wdowa żwawo i zabierała się do wyjścia, gdy z dołu po schodach zatętniło zbliżanie się kilku osób. Naprzód szedł Kornelius ponurszy niż kiedykolwiek. Za nim ślusarz z pękiem prętów żelaznych w jednym ręku, z różnymi narzędziami w drugim. Za nimi szła Mina bardziej niż kiedykolwiek przerażona.

— To wedle onych kratów1379 — rzekł Kornelius.

— A dobrze. Pokaż mu, jak ma robić, a pilnuj tam i ty, Mina, pilnuj, aby frajlein znowu się gdzie nie podziała.

Mówiąc to, po raz drugi klucz z kieszeni wydobył i Korneliusowi go wręczył.