Ale tu pan majster gwałtownie się ofuknął.
— O! Co to, to nein1390! Nein! I nein!
Pani Flora spuściła oczy i ciągnęła jakby z wahaniem:
— Ha! Kiedy waszeć sam tego chcesz, to już ja muszę z siebie uczynić wiktymę1391. Tedy ja tu się zaintromituję1392 i będę z Hedwigą siedziała w jednymże więzieniu.
— Jak to, wacpani w moim domu będziesz? Wielce ja będę ukontentowan1393, jeno...
— Nie ma nijakiego jeno. Jak ja tu się wprowadzę, to każden1394 sobie powie: „Juścić, pod ućciwymi1395 oczami Flory Korwiczkowej nie mogą się tam dziać żadne katostwa1396 ni zdrożnoście1397”. Tak tedy będzie salwowan1398 i onor waszecin, i modestia1399 Hedwigi. Prawda, że za to ja popadnę pod ludzkie kalumnie1400...
— A to z jakiej racji?
— A jakże chcesz waszeć? Wdowa, co mieszka u wdowca, to woda na młyn kalumniatorów. Ale ja nie chcę myśleć o mojej personie... Taka już moja natura. Niewiasta się sakryfikuje1401 dla tego, kogo miłuje.
Tu pani Flora cisnęła majstrowi upajające spojrzenie.
— Tera tedy — rzekła — lecę jeno po księdza Damiana, potem przynoszę mój węzełek i nie ruszę się stąd aż do szlubu.