Pan młody zawołał ze śmiechem:
— A to mi się skonfundowała1558 moja panna!
I patrzył dobrotliwie to na nią, to na niego, potem nagle zamyślił się i szepnął starszemu drużbie, który stał tuż przy nim:
— Jaki ten kawaler podobny do kogoś... Widzisz waszmość? On i moja panna... A to istne dziwo...
— A prawda! — potwierdził drużba. — Podobniusieńcy, jakoby rodzeni. Osobliwsza rzecz, jakie to hazard1559 wyprawia kombinacje!
Tymczasem kolebki jedne po drugich zajeżdżały, goście zapełniali schody, ganek, sień i coraz tłumniej cisnęli się do starościny dla składania jej weselnych powinszowań.
Wieść o znalezieniu się Marysi padła między to radosne zgromadzenie jakby raca siarczysta, po której wybuchnął cały fajerwerk okrzyków, uniesień i podwojonych powinszowań. Starościna przedstawiała wszystkim pana Kazimierza jako przeszłego i przyszłego zbawcę swojej córki, chciała wysławiać jego męstwo i poświęcenie, ale w tym niezmiernym ścisku i zgiełku nikt prawie nie mógł jej dosłyszeć. Tłoczono się więc znowu do pana Kazimierza, mężczyźni obsypywali go potężnymi uściskami, niewiasty wdzięcznymi spojrzeniami, a wszyscy oblegli tysiącem i tysiącem pytań.
Jednak rękodajny ciągle się pani domu napierał z chlebem i solą, a widząc, że na niego nie zważa, wsunął tacę tuż przed jej oczy i nachyliwszy się do jej ucha, mówił:
— Pani starościno! Mościa pani! Trza koniecznie to oddać, bo jak państwo młodzi tego nie wezmą, to będzie zły omen.
— Masz aspan rację — odparła na koniec. — Słuszną rację. Krysiu! Władek! Chodźcie tu, moje dzieci! Z onych emocji nie pilnowałam ja się obyczaju starego. Niechże się święci choć teraz. Weźcie te dary boże, aby dom wasz nigdy nie zaznał głodu i aby żywot cały był wam smakowity.