— I niewysoka. I miała u pasa różańczyk, to ja się nim precz1562 bawiłam.
— A miała, miała i ja pamiętam.
— A pan ociec, owszem, był duży i wąsy miał okrutne, aż ja ich się bojałam.
— Siwe, co?
— Ale gdzież znowu! Czarniusieńkie jak wiszące dwa pióra od kruka.
— No tak, prawda, wonczas one jeszcze były czarne. Tak, pan ociec i dziś ma wąsy długie, o! tyle. A wżdy to jeszcze nic nie znaczy. U nas co bogobojna białogłowa, to z różańcem, a co mąż rycerski, to wąsal.
— Czekaj no waszmość, a ja jeszcze coś o panu oćcu powiem... rzecz to ucieszna, chociaż ja takoż się tego bojałam. Oto jak był komu rad abo się komu dziwował, to zawdy mawiał: „A niechże cię Turek zje!”
— Jezu Maryja! Józefie święty! A toć to akurat przysłowie pana oćca, pana miecznika. A toć to wacpani chyba nasza Krysia, bo nie ma na świecie drugiego człeka z tym proverbium1563, ja przynajmniej na takiego drugiego jeszczem się nie natknął. Jezu Maryja! Co jeszcze wiesz? Jaki to tam u nas dom? Jaki sad?
— O! To mi się w głowie nie ostało. Wiem jeno, że za sadem, nad jakowąś wodą, była góra...
— Nie góra, jeno kopiec, stary graniczny kopiec...