— I gdzież on jest? Gdzie ociec?
— W Czarnorudce.
— Ach, Czarnorudka! Tak! Tak... to tak się nazowało... Ja przez te wszystkie lata szukałam onej nazwy, chodziła mi po głowie, a nie chciała wyjść... Czarnorudka! I ociec sam jeden tam siedzi?
— A sam. Nieraz mawiał: „Żeby jeno Krysia przy mnie była, tobym wszędy miał raj”. No i będzie miał raj.
Gdy tak zamieniali coraz cichsze zwierzenia przerywane tylko słowami starościny i rotmistrza, tymczasem reszta zgromadzenia coraz szerszym kołem odsuwała się od nich.
Początku tej rozmowy obecni słuchali z najwyższym natężeniem uwagi, przy poznaniu się brata z siostrą wybuchnęli krótkim stłumionym wykrzyknikiem, ale po tym jednym wykrzyku nastała ogólna cisza. Jeśli pierwsza wieść o znalezieniu się Marysi wznieciła radość głośną, czysto ludzką, to druga, przeciwnie, obudziła rodzaj świętej trwogi. Tyle na raz szczęścia to już chyba za wiele na ten świat ułomny! Wszystkim się wydało, że coś nadziemskiego przechodzi między nimi niewidzialnie, i zamilkli jak podczas przelotu anioła.
Czuł też każdy, ile obecność tłumów musi ciężyć tym szczęśliwym, co by chcieli wywnętrzyć się do woli. Nieznacznie1569 więc ganek opustoszał; zaczęto się rozchodzić gromadkami, które krążąc to po domu, to po dziedzińcu, toczyły przyciszone rozmowy o dziwach Opatrzności boskiej!
Patrzący na to pan marszałek zafrasował się, przystąpił do pani domu i szepnął:
— Mościa pani starościno! A nie godziłożby się to już podać wieczerzy? Goście nam się jakoś rozłażą, pewnie i głodni...
— Czyń aspan, co chcesz, co sam żywnie chcesz. Ja już nic nie rozumiem... Ja od szczęśliwości tracę głowę.