— I ja tracę głowę — powtórzyła z niejaką goryczą Krysia. — Wciąż gadam i myślę o mojej personie, a jam nie powinna teraz myśleć o niczym, jeno o tej nieszczęsnej Marysi, co tam jeszcze kołacze się w onych jakowychś niebezpiecznościach... Co tu robić? Co tu robić? Trza ją na gwałt ratować.

— Już nad tym nie susz sobie łebka, moja panno — odparł z uśmiechem pan Władysław. — Już od tego my dwaj, imci pan Korycki i ja. Waszmość znasz najlepiej tamtejsze koniunktury1570, to mi powiesz, co trza czynić, aby tę rzecz przeprocesować1571 cum honore et successu1572. Szkoda, żeś waszmość trafił na taki tumult1573 w domu; ale niech no się tylko z weselem uładzę1574, zaraz na koń, i jazda!

— Tylko cóż moja panna powie na to, że ledwie ci dostała męża, już ten mąż drałła1575 do morza?

Krysia odrzekła głosem nieco twardym:

— Żebyś waszmość nie był powiedział: „Jadę!”, tobym waszmości posłała moją kądziel1576, a sama bym pojachała między Niemce i wykradła moją przyszłą bratową, boć ona tu pierwsza niż ja.

— Oho-ho! To mi herodek1577! — zawołał, śmiejąc się pan młody. — Ale nie szkodzi nic. To właśnie żonka dla rotmistrza. Niech no mię kiedy usieką w potrzebie, to ty zaraz weźmiesz komendę nad moją rotą i poprowadzisz ją na Niemce abo i na pogany, co?

Tak mówiąc, objął ręką jej kibić i ukradkiem, poza welonem, chciał całować jej szkarłatne usta. Ale dzika dziewczyna broniła się ostro, mówiąc:

— Wstydź się waszmość... w oczach kompanii1578!

W tej chwili boczne drzwi sieni się rozwarły i z głębi domu zabrzmiała muzyka, już nie żadne pogańskie piszczki, ale uczciwa domorosła kapela z cudzoziemskim na czele kapelmistrzem (który nawet za Włocha się podawał, choć podobno był tylko Czechem).

Na to hasło goście zaczęli napływać do sieni, a stamtąd stu parami do sali.