Była to sala tak wielka, że cały dom z końca w koniec przerzynała. Od sztucznie struganych belek pułapu zwieszały się grube, mosiężne świeczniki, w których seciny1579 świec woskowych płonęły, bo zmrok już dobrze zapadał; już i na dworze zapalono smolne beczki, których blask napływał purpurowymi wstęgami przez okna wycięte na przestrzał w obu końcach sali. Pod tym oświetleniem ściany niby ruszały się i mrugały od szeregu wąskich, wysokich portretów i równie wysokich kredensów, których półki były pełne kosztownych mis i roztruchanów1580. Środkiem sali ciągnął się stół wąski, zgięty w długą podkowę, także jarzący od sreber, pstry od pękatych bukietów i malowanych lalek z cukru.
Naprzeciw drzwi wejściowych roztwierał się zazwyczaj komin; teraz jednak, jako w porze letniej, był on zasunięty różnobarwną perską makatą, na której przypięte krzyżowały się proporce i pęki broni. Nad kominem, pod samym stropem, wisiał drewniany chórek; tam to kapela rzęsiście wygrywała weselnego marsza.
Przy jego dźwiękach zaczęto siadać do stołu. Pan Kazimierz, jako młody, wcisnął się skromnie na ubocze i chciał usiąść przy niższym końcu. Ale od szczytu podkowy, zajętego przez nowożeńców, starościnę i wysokie matadory1581, ozwały się głosy:
— Gdzie imci pan Korycki? Pani starościna prosi! Dawaj go sam1582.
I pan wojewoda, porwawszy Kazimierza za ramiona, posadził go między sobą a panią starościną, mówiąc:
— Siadaj waszmość kole majestatu, boś ty tu dzisiaj poseł największego z króli.
Początek wieczerzy przeszedł dość milcząco. Goście, jak mówiliśmy, byli nieswoi od wzruszeń, a przy tym i znużeni całodziennym szeregiem nabożeństw, powinszowań i oracji1583. W cichości więc, choć nie bez ochoty, wypróżniali półmiski. Jedna starościna nic a nic jeść nie mogła, tylko półgłosem zadawała Kazimierzowi coraz nowe pytania, dotyczące to Marysi, to Krysi, a nowożeńcy pochylali się nad stołem, ażeby dosłyszeć odpowiedzi, co im jednak niełatwo przychodziło dla muzyki 1584 rozgłośnie odbijającej się o ściany.
Powoli, gdy pierwszy głód został zaspokojony, wszystkie głowy zaczęły się zwracać ku szepcącym, a w końcu drugiego dania jedna ze starszych niewiast, siedząca niedaleko panny młodej, nie mogła już wytrzymać i zagadnęła:
— Mości panie Korycki! Jeżeli w historii waszmościnej nie ma jakich srogich misteriów1585 i jeśli pani starościna da na to permisję1586, może by też i my coś posłyszeli? Radzi by my wiedzieć, z jakowych to nieprzezpieczności1587 waszmość wywiodłeś tę panienkę i jakowymi merytami1588 wysłużyłeś sobie jej przyjaźń.
Żądanie to zostało żywo poparte przez wszystkich obecnych, zwłaszcza przez kobiety, którym oczy aż świeciły się od ciekawości.