— Ależ, proszę pani matki — odparł żywo pan młody — jakoż to może być? Ona chce, abym jachał nie jutro, jeno zaraz, teraz, tej minuty.

— A tak! — powtórzyła stanowczo panna młoda. — Tej minuty, bo każda minuta czekania dla pani matki to sto lat boleści, każda minuta zwlekania dla naszej Marysi to może jej zguba. Nie grzechże to baraszkować w słodyczach afektu, kiedy tamta jęczy w niewoli? Abo to raz widziano, jako dla jednej uciesznej godziny przegrane były batalie, utracone miasta? Nie! Ja póty nie pozwolę sobie przypiąć małżeńskiego czepca1636, dopóka mój pan małżonek nie sprowadzi tu do nóg pani matce jej prawdziwej córki. Nie pozwolę! Nie! I nie!

Mówiąc to, Krysia mimo woli podniosła głos tętniący spiżowym1637 brzmieniem i dopiero przy ostatnich wyrazach spostrzegła, że cały stół, zaciekawiony tą sprzeczką nowożeńców, zamilkł i przysłuchiwał się jej słowom. Zmieszana, pokraśniała i spuściła zawstydzone oczy.

Ale zamiast wstydu spotkał ją głośny tryumf.

— A to amazonka1638! — ozwało się kilka głosów.

— Rezolutka!

— I abnegatka1639! — ozwały się inne.

A starościna szepnęła ze wzruszeniem:

— Krysiu moja złota, pójdźże, niechże cię uścisnę... Zgadłaś moje ciche desiderium1640... Ach tak, ja bym chciała, aby oni już byli w drodze...

I nadbiegającą Krysię całowała po jej białym velum.