Długo jeszcze wśród różowej łuny można było widzieć, jak z daleka czapkami się kłaniali. Z dziedzińca odpowiadano im chórem życzeń i wiewaniem chustek, ale gdy znikli na skręcie pod gajem, zrobiło się między gośćmi zamieszanie.
— Pani starościna omglała!
— Nie dziw, od emocji.
— Wody! Larendogry1687!
Podano różne flasze, a Krysia, na której ramieniu zwisła głowa zemdlonej, cuciła dobrodziejkę to kordiałem1688, to serdecznym słowem:
— Nie troskajcie się, pani matko! Patrzcie jeno, w jakiej oni jubilacji odjeżdżają. To szczęśliwy prognostyk1689. Dalibóg, szczęśliwy.
Starościna odemknęła powieki, spojrzała na Krysię.
— Kochane dziecko! — szepnęła. Potem, składając ręce, wpatrzyła się w gwiaździste niebo i wielkim głosem zawołała:
— Pani matko moja najmilsza! Za twoje rarytne1690 cnoty, za twoją śmierć i palmę wyniesioną z pogańskich męk1691 wyprośże to w niebie, ażeby twoje ostatnie życzenie na ziemi teraz w całości się spełniło!