— Co? Znowu brat? — zapytał pan Schultz z przekąsem.
— A tak, znowu brat. Ale na ten raz veritabilis1720, najweritabilszy. Dziś rano pan starościc razem z tymi oto swoimi świadkami stawił się u nas w Urzędzie i wylegitymował dokumentnie proweniencję1721 panny Hedwigi.
— Aha! I gdzież ten dokument? — zapytał drwiąco majster.
— Oto jest — odparł pan Władysław, pokazując szkaplerz i wyjmując z niego zżółkłą kartkę. — To babki naszej pisanie, propria manu1722. I szkaplirz pani matka poznała, i szatki niebieskie ze złotymi forbotkami sama ona dla dziecięcia szyła. Tandem jest plenitudo1723 argumentów.
Pan majster nagle spoważniał. Przeczytał kartkę raz i drugi, zamyślił się i mówił:
— A! To ciekawe. I bez tyle czasu my mieli ten papier i nic nie wiedzieli! Ale co bym ja chciał wiedzieć, to kiedy to Hedwiga ten szkaplirz otworzyła?
— To nie ona otworzyła, jeno wy, panie rajco, wy sami otworzyli.
— Ekskuzuj1724 wasza miłość, ale ja się pytam na serio.
— A i ja gadam na serio. Było to w pewnej cyrkumstancji1725, której tu wolę nie cytować1726.
— Tak, tak — poparł ze śmiechem burmistrz. — Pomnij, panie Johann, kiedyś to oną panienkę gonił i komuś ją z rąk wydzierał, toś aż na niej porozrywał krezę, no, a razem z krezą i szkaplirz się rozerwał i tak jej sprowadziłeś to wielkie szczęście. Widno, że czy chcesz, czy nie chcesz, zawdy jesteś jej benefactorem.