— Tak jest — ozwał się uroczyście pan Władysław. — Z tej też racji nie usłyszysz waszeć ode mnie innych słów, oprócz gratulacji. Byłoby może niejedno do rekryminowania1727, byłoby... no... Bóg widzi, jakobym ja tu mógł niejeden kamień rzucić na waściną głowę, boć teraz już jam z prawa jest protektor1728 mojej rodzonej, ale na tę pamiątkę, że waszeć ją salwował od pogan i w domu swoim żywił, wolę rekryminacje zagrzebać w silentium1729 i jeno flores gratitudinis1730 złożyć waszeci, tak od siebie, jak i od całej naszej familii, przednio1731 zaś od naszej pani matki. Po czym śmiem się dopraszać tej łaski, abym na koniec mógł przywitać moją pannę siostrę.

— Wszystko to dobrze — odparł ciągle zamyślony majster — jeno bym ja rad wiedział, jakowym to sposobem Hedwich zwąchała się z tą swoją nową familią? Gdzie znalazła takowego mądrego ambasadora1732, co wszystko to zweryfikował? Boć ona i na krok nie wyszła z domu, a przecie duchy niebieskie jej nie usługowały?

— A właśnie że duch jej usłużył — ozwał się jeden z młodzieńców. — Duch umarłego. On człek, coś go waszeć zabił, ten z boskiego wyroku stał się jej mścicielem.

Tu młodzieńcy rozsunęli się z brzękiem szabel i sam imci pan Kazimierz Korycki stanął przed panem rajcą.

Spojrzeli sobie oko w oko.

Nastała chwila ciężkiego milczenia.

Wszyscy przypatrywali się majstrowi z ciekawością, ale twarz pana Schultza nie okazała owego przestrachu ani przygnębienia, jakich się po nim spodziewano. Po chwili tylko szyderczo się uśmiechnął i rzekł:

— Aha! To on tak był zabit? No, teraz rozumiem...

Tu burmistrz położył mu obie ręce na ramionach i mówił z rodzajem rozczulenia:

— A co? To druga złota nowina, jaką ci przynoszę. Cieszże się, majsterku. Już krew zabitego nie będzie cię po rękach piekła. Już sumnienie po nocach nie będzie cię dezolowało1733.