Co prawda, z początku pan burmistrz był nieco markotny, że pani Flora oddała innemu tę szacowną rączkę, o którą on, niestety, jako człowiek żonaty, nie mógł się dobijać. Ale mądra pani Schultzowa kilku słowy czy kilku spojrzeniami umiała go tak udobruchać i rozruszać, że teraz przewodził wieczerzy promienny jakby sam król Artus, a za jego przykładem rozruszali się i wszyscy inni.

Ba! Nie tylko panowie, ale nawet i słudzy.

Maciek tak był uszczęśliwiony pomyślnym zwrotem w losach swego pana, że kogo spotkał, to i ściskał. Nawet gdy spotkał Kubę Grubaska, to i jemu rzucił się na szyję, wycałował go w oba policzki, a chcąc się przed nim pochwalić sutością1774 swego mieszka (który u pani starościny hojnie zaopatrzono), zaprosił go ni mniej, ni więcej tylko „Pod Łososia” (sławny ów zakład istniał już od lat kilkudziesięciu). Tam, przy kubeczkach „Złotej wody”, jak zaczęli wspominać ową noc okienkową, to się aż popłakali z rozczulenia i ta lina, co niegdyś była przedmiotem ich walki, obecnie zadzierzgnęła między nimi węzeł nierozerwalnej przyjaźni.

Wprawdzie i teraz tylko co1775 nie przyszło znów do kłótni, obaj bowiem, wśród poufnych zwierzeń, wyznali sobie, że palą koperczaki1776 do bystrookiej Fruzi. Ale pogodził ich trzeci towarzysz, pewien ślusarz, wielki bywalec, który im opowiedział pod sekretem, że nie mają się o co czubić, bo Fruzia już jest po zrękowinach1777 z dominikańskim organistą, który będzie mężem przewybornym jako człek i dostatni, i uczony; do południa on wygrywa różne cudne agnusy1778 i kalikantom1779 wymyśla, po południu chłopięta spędza i uczy śpiewania mizererów1780, a żona tymczasem doma rządzi sobie, jak się jej żywnie spodoba. Na taką wiadomość pogodzeni współzawodnicy znowu się chwycili w objęcia i, trącając kubek o kubek, śpiewali piosenkę znaną, którą sobie wszakże przerobili na swoje kopyto:

Pije Maciek do Jakuba,

Spili się jak łyki.

Wiwat Mazur i Kaszuba!

A furda1781 z podwiki1782.

XII. I trzecie wesele

W kilka tygodni później znów buńczuczna brama Dobrowoli powiewała trofeami ze sztandarów; znowu schody gankowe były wyłożone purpurą i znów przed ten ganek zajeżdżał orszak weselny, ale tym razem jeszcze sutszy1783 i liczniejszy, i radośniejszy niż pierwszy.