Zjechało się nie tylko już sąsiedztwo, ale prawie pół Wielkopolski. Toteż i pański dom, i wszelkie zabudowania dworskie nie wystarczały na pomieszczenie gości; musiano powyporządzać1784 spichlerze i stodoły, gdzie ci, którzy później stanęli na miejscu, a zwłaszcza wszelka młodzież, mieścili się, jak mogli, co nietrudno przychodziło ludziom przywykłym do trudów obozowych.
A jeśli orszak był liczny, jeszcze liczniejszych miał widzów. Nie tylko z dóbr starościny, ale ze dwudziestu wsi dokoła zleciało się chłopstwo i niezmierna mnogość różnorodnej gawiedzi.
Bo też dziwy opowiadano sobie o tej całej „cudownej historii”, a zwłaszcza o dzisiejszej pannie młodej, której nie nazywano inaczej, tylko „królewną zza morza”.
Jakim sposobem Hedwiga, będąc odnalezioną córką pani starościny, była zarazem i królewną, tego ludzie na pewno nie wiedzieli, ale różnie to sobie tłumaczyli. W jednych wsiach wieczorami prządki rozpowiadały, że ją Tatarzy sprzedali królowi szwedzkiemu, a ten ją chciał za córkę przybrać i tron swój zapisać, byle jeno chciała się zlutrzyć. W innych wsiach mówiono, że freibitterowie duńscy porwali starościankę na jakowąś wyspę i tam okrzyknęli ją swoją królową, aż rycerz z puckiej floty zjawił się i odbił ją tym zbójom.
A wszystkie owe legendy powstały z powodu jednej i tejże samej wieści, mianowicie, że starościanka przywiozła pełny ubiór królewski.
Wieść była prawdziwa. Jeszcze w Gdańsku pan Władysław, uwiadomiony1785 przez pana Kazimierza o życzeniu siostry, zakupił dla niej na wyjezdnym cały strój ślubny zrobiony wedle starodawnej gdańskiej mody i wiadomość o tym stroju rozbiegła się przez dziewki dworskie między wiejską ludnością.
Pan Kazimierz, słysząc owe baśni, zaprzeczał im tylko półgębkiem albo zgoła zachowywał fortelne1786 milczenie, a w głębi duszy się cieszył. I jak nie miał doznawać uciechy, kiedy on zawsze kochał się w „poemach”, a te legendy czyniły go bohaterem najśliczniejszej poemy i cudownym nimbusem1787 otaczały jego umiłowaną.
Toteż wiara w one wieści rosła coraz bardziej, a już co dzisiaj, to z wiary stała się przekonaniem, kiedy oblubienica wystąpiła w ubiorze niezaprzeczenie królewskim. Ściany wiejskiego kościółka mało nie pękły od natłoku, a teraz, gdy nowożeńcy już wracali, obie strony gościńca i podwórcowe1788 ogrodzenia były oblężone przez tłumy, które ciskając czapkami w górę, krzyczały z uniesieniem:
— Niech żyje królewna szwedzka!
— Niech żyje królowa duńska!