— O Jezu kochany! Jakież to nabożne! I jak rychtownie wyrzezane!
Aż nagle posmutniała.
— Wszystko to dobre — rzekła — jeno kto i jako to zweryfikuje, czy ja naprawdę siostra waszmościna?
— Sprawiedliwie wacpanna prawisz. Niełacna to rzecz będzie. Wacpanna nic nie pamiętasz? Nic nam nie przycytujesz?
— O Boże, jakoż ja mam pamiętać, kiedy ze mnie było niemowlę? Aniby ja wiedziała o tej mojej niewoli, żeby pani Dorota i starszy pan Schultz nie byli mi o niej gadali. Kiedym ja słuchała, to jakby gadali nie o mnie, ale o inszej388 personie389.
— A dokumentów też nie macie, wacpaństwo, nijakich?
— A jakoweż dokumenta390 mogą być? — odparł majster. — Chyba one szatki, co je miała na leopolskim rynku. Chcesz waszmość, to choć to pokażę. Wołać mi tu Minę!
I przywołanej Minie rozkazał, aby przyniosła „kinderkowe” szatki.
— Jest ci — dorzuciła Hedwiga — i ten kochany szkaplirzyk, aleć on nic nie powie.
To mówiąc, spod krezy wyciągnęła szkaplerz mocno już znoszony.