I udychtował499, i żelazem obił,

Sztaba500 miasto łba, a rufa sprawiona

Miasto ogona.

A miasto skrzeli, dla pewniejszej jazdy,

Przy burtach obu rozsadził pojazdy501,

Stądże do czółna, stądże też urosło

Do łodzi wiosło.

Tak nauczyła roztropna natura

Urobić szkutę zmyślnego Mazura...

— Ale co tu ma być? Tu mi ktoś przygrawa502?! — zawołał pan Kazimierz zdumiony, posłyszał bowiem, że przy ostatnich kilku wierszach jakieś dźwięczne struny towarzyszyły jego śpiewce. Zaczął się oglądać i tuż na sąsiednim ganku spostrzegł piękną damę w żałobnym stroju, z lutnią w ręku. Pan Schultz i Hedwiga także spojrzeli w tę stronę i razem zawołali: