— Dobrze, ależ pomyśl wacpanna, ja mam się prosić mojego rywalizatora887? Kłaniać się? I to jeszcze przed kim! A jak zrekuzuje888?

— Może i nie zrekuzuje. On się bardzo w waszmości kocha.

— Tak, póki myśli, żem brat.

— Przy tym będzie pochlebion889 proszeniem się waszmościnym.

— Dobrze, ale jak zrekuzuje, to co będzie potem?

— To się obaczy. Po co mamy sobie złą kabałę890 wyciągać przed czasem? A może i pozwoli? Wszak ci on zawdy powieda, że chce mojego szczęścia.

— Więc to wacpanna mianujesz swoim szczęściem?

Hedwiga spojrzała na niego z uśmiechem i rzekła:

— Niby to nie wie wasza miłość?

A na tym ostatnim wyrazie położyła słodki nacisk, jeszcze wymowniejszy niż to jej spojrzenie i ten uśmiech. Kazimierz złożył ręce w zachwycie.