— Jam się jeno z braćmi zabawiał, na siostrzyczkę mało my dbali895, aż dopiero gdy zaginęła, wtedy poniewczasie była żałość.

— Szkoda! Zła nowina. Już my tedy nic sobie nie będziem. A jam już się nauczył uważać waszmość za kawałek syna.

Kazimierz przygryzł sobie wargi. Miał ochotę powiedzieć:

„Za wiele konfidencji896, panie łyku!”

Ale się powstrzymał i z przymuszonym uśmiechem odpowiedział:

— A może on kawałek syna się ostanie? Powziął ci ja dla tej panienki tak wielki a święty afekt, że bez niej żyć dalej ani rusz. Nie mogę być bratem, ale mogę być lepiej, małżonkiem.

Tu Kazimierz powstał i pięknie się pokłoniwszy, wymówił uroczystym głosem:

Tandem897 tedy przychodzę z tą petycją, abyś waszeć, jako przybrany ociec panny Hedwigi, chętnym sercem dał mi ją za żonę.

Pan Schultz w jednej chwili zmienił się do niepoznania. Pulchna, czerwona twarz jego nagle wydłużyła się i zżółkła. Wlepił w Kazimierza okrągłe, rybie oczy i przez zęby sam do siebie mruczał:

— Aha! Wylazło szydło z worka. Niegłupi był mój Ollender.