— Ciekawym, co wacpani z nim zrobisz?

— Jeszcze nie wiem... już moja w tym głowa... jeno waszmość nie turbuj się928 na próżno, ale bacz pilnie, i jak tylko pan Schultz się wyniesie, w tenże sam moment suń do ataku.

To rzekłszy, pani Flora sama przesunęła się przez całą salę dla naocznego sprawdzenia, czy pan majster istotnie się wynosi.

Zastała go już na tarasie kończącego przyciszoną rozmowę z Korneliusem.

— Tedy — szeptał — nie spuścisz jej z oka. Ja więcej na ciebie rachuję929 niż na wszystkie babskie protekcje. Ty mędrszy, niżeli ja myślał. No, a teraz — ciągnął dalej, sięgając do kieszeni — oto masz klucz od mojego domu. Weź go, bo ja nie chcę, abyście się długo dobijali. Szpetnie to dla frajleiny stać po nocy na beischlagu i czekać jak jaka żebraczka.

Gute Nacht, Frau930 — dodał, zwracając się do pani Flory. — Jużem ja Hedwidze przykazał, aby się wacpani pokornie trzymała i w jej zacnej kompanii doma powracała. Po co ja pił to piwsko, może mi ono zaszkodziło?

Tu szczelnie płaszcz zapiął, oparł się na ramieniu pacholika, który w drugim ręku miał zapaloną pochodnię, i stękając, i utykając, puścił się w drogę dość nużącą, bo Dom Bursztynowy był na jednej z oddaleńszych931 ulic.

Stanął jednak w końcu przed swoimi drzwiami, skąd pachołka zaraz na powrót odesłał do Artushofu, sam zaś raz i drugi targnął za kołatkę.

Jak przewidywał, niedługo przyszło mu czekać. Mina jeszcze wyśrebrzała932 swoje cyny i wyzłacała mosiądze. Bardzo się zlękła i zgryzła na widok chorego majstra, dla którego — jako prawdziwa zahukana Niemka — miała cześć prawie niewolniczą. Naznosiła mu też betów co niemiara, naparzyła ziółek w trzech gatunkach i za to miała tę pociechę, że po jakiej godzinie ustały majstrowe stękania. Czy dzięki swobodzie, jaką chory odzyskał, opuściwszy duszną salę i rozzuwszy się z ciasnej szaty, czy dzięki ziółkom i wypocznieniu, dość że uczuł się lepiej, ale to tak lepiej, że znów zaczął samego siebie łajać:

— Po com ja głupi wyszedł z Artushofu i ostawił ją na cudzej łasce?