W tych kilku słowach była przepaść boleści. Te słowa zawierały w sobie tyle nie dopowiedzianych komentarzy!
— Łatwo mówić tym, co nie przebyli takich jak ja kolei! O gdybyście wiedzieli, com ja przeżył! A jednak czekam i proszę, i ufam, chociaż na moim miejscu już stu innych byłoby sobie życie odebrało albo się puściło na złe drogi...
To wszystko dosłyszałam w tych kilku słowach i przejęło mię uszanowaniem dla majestatu nieszczęścia. I pani Marta widocznie odczuła wyrzut zawarty w jego głosie, a zwłaszcza w spojrzeniu, bo nagle rzekła:
— No, może się pomyśli i o tym, o czym pan mówisz. Ale pierwej by trzeba wiedzieć przynajmniej, o co chodzi?
Wyzwanie było wyraźne. Chwilę poczekała na odpowiedź. Ja czekałam także z ciekawością. Ale zagadnięty nic nie odpowiedział, głowę skłonił na piersi i znów zapadł w dumanie czy omdlenie. Na chorego trudno się obrażać, nie nastawałyśmy więc dalej, a chcąc wyjść z zakłopotania, zaczęłyśmy się krzątać, niby porządkując pokój. Wśród tej gospodarki skorzystałam z chwili, w której znalazłyśmy się na drugim końcu pokoju, ażeby szepnąć towarzyszce:
— Cóż pani myśli? Nieszczęścia i ubóstwo doprowadziły go do rozpaczy, ale na umyśle zdrów zupełnie. Wszak prawda?
Pani Marta spojrzała na mnie uspokajająco i odpowiedziała:
— Zdaje mi się, że najzupełniej.
Ośmielona jej poparciem, przystąpiłam znowu do okna.
— Dobrze byłoby — odezwałam się głośno — pomyśleć też o jakim takim odnowieniu tego mieszkanka; nie mówię o żadnych zbytkach, ale po prostu o schludności; wiadomo, jak czyste utrzymanie mieszkań silnie wpływa na zdrowie ludzkie, to jedna z największych zdobyczy dzisiejszej higieny, a tutaj... niedbalstwo doprawdy przechodzi pozwolenie. Pana, jako chorego, trudno o to obwiniać, ale właściciele dworku mogliby też choć raz na lat dwadzieścia kazać te ściany odświeżyć albo też piec naprawić.