Pośród tłumu ktoś w czarnym surducie,
Elegancki od stóp aż do głowy,
Brylantyną lśniącej, wszedł niedbale:
Ważny facet! U blatu z marmuru
Zasiadł, nogi rozstawił, zażądał:
«Mała, koniak!» Wychylił go duszkiem,
Po czym, w biodrach ważąc się, niespiesznie
Ku bilardom ruszył. Z miną znawcy,
Dobierając długo, wreszcie ujął
Kij za cienki koniec. Wtem, o, dziwo!