i po cienistych falach w pasmach bieży3,

i tych tam dwoje na brzegu naświetla,

aż się niebiosa zawrą, jak kurtyna.

Znów chwila ciemnej, ciężkiej, mrocznej nocy —

wtem płomień wzbił się w dali, i ku lądom

pała chaosem: miasta, kraje płoną,

i dzikie wrzaski, dźwięk mieczy o tarcze

dudni, rumaków tętent, bitew wrzawa;

i tak szaleje mord: w imię Jezusa.

Słońce stoczyło się, zasnuł się zmierzch;