— mopa wynalazł ktoś! Nie było czasu się przestraszyć.
Mop. Kręcąc głową jak pod natryskiem,
niekontent, dostałem znów, pod innym kątem.
Mop, istnieje ktoś — nie ja! — kto go pomyślał.
A jak pomyślał, zrobił. Mop. Nie było łatwo.
Ten facet — czy to facet? — kombinował jakoś tak,
po co wyżymać szmatę? Mop. Po co na klęczkach,
kiedy można prosto? Czułem, jak stąpa
po którymś z kontynentów. Wrzało!
Dziewczyna — ja albo mop! Szef w pracy — mop?