Jest więcej nietutejszych i jest w nich

niezdrowa determinacja; i właśnie dlatego szlaban

porusza się jak lufa armaty broniąc dostępu na parking.

Podwórka już nie ma, daremnie skradasz się wzdłuż garażu.

Błagam, nie próbuj czmychnąć za słup, nie filuj zza tego załomu.

Dołem, pod siatką, a potem w malwy — to było dobre, ale dawno

mają cię z tamtych okien. Chodź ze mną, przyszedłem cię zabrać.

Nieutulenie

Pod kołdrą ziemi kości babci, kości dziadka,

gołe i zawstydzone jak za pierwszym razem.