Niezmierzone obszary tych lasów, dobrze przez rząd zagospodarowanych, dostarczają ciągle masy budulca i drzewa opałowego, które przepływając cały szereg mazurskich jezior, żegnają swe puszcze macierzyste, by iść w służbę niemiecką.
Owoce sztuki inżynierskiej, kanały i śluzy, rozrzucone tu i owdzie, łączą te malownicze wody. Świadczą one, ile trzeba było trudu, by dać możność tratwie lub parostatkowi przebyć przestrzeń od Jańsborska, to jest od Warzna (Warschau see) przez Seksty, Śniardwy, Tałty, Jagodno i Niegocin, dalej pod Lecem przez Kisajno, Dargejmy i Mamry aż do Węgoborska. Dalej już bystra rzeka Węgorap unosi wody Mamrów do Pregoły i Bałtyku.
W kierunku południowym tylko rybacy spławiają swój towar przez Seksty, kanał Jegliński i Warzno do rzeki Pissy, aby dalej Narwią i Wisłą dostawić go do Warszawy.
Na jeziorach mazurskich kwitło od dawna rybołówstwo. W celu odstawy ryb do Warszawy budowano długie łodzie, ryby ładowano w kadzie i przymocowywano po kilka do łodzi.
Ryb jest wiele i różnego gatunku. Podobno raz złowiono szczupaka 34 funty ważącego, a suma 16 stóp długiego. Bywały tak obfite połowy, że z jednego niewodu 50 beczek różnymi rybami napełniano.
Łatwo by mi było dużo jeszcze podać wiadomości i szczegółów o wielkich mazurskich jeziorach, ale dość tego; wolę opowiedzieć jak dalej od Lecu jechałem, a może po drodze znów gdzie pogawędzimy.
Od Lecu szosa biegnie po przesmyku pomiędzy Niegocinem i Kisajnem. Że widoki piękne, że oko nie wie, gdzie się zatrzymać, nie będę już pisał, bośmy te rozkosze razem z lotu ptaka w poprzednim rozdziale oglądali. Jedziemy więc ku Sztyrławkowi (niem. Stürlack), skąd, wykręciwszy na Ryn (niem. Rhein), dotarliśmy do Mikołajek (niem. Nicolaiken), miasta leżącego w powiecie ządzborskim, a rozłożonego po obu stronach wąskiego a długiego jeziora, Tałtami zwanego.
Miasteczko niewielkie, bo 3000 mieszkańców zaledwie liczące (przeważnie jednak mówiących po polsku), położone jest bardzo malowniczo. Pomysłowi też Niemcy sprzedają karty pocztowe z widokiem miasteczka od strony jeziora i z napisem Gruss von Mazuren (Pozdrowienie z mazurskiej ziemi).
Od Mikołajek mieliśmy zakosztować bocznej drogi przez lasy do Starej Ukty.
Pierwsze 9 kilometrów przejechaliśmy bardzo szczęśliwie, bo choć droga była piaszczysta, jednakże niezgorsze ścieżki pozwalały kołom toczyć się bez zsiadania. We wsi dopiero Isnotach odległe grzmoty i niebo zaciągające się chmurami zmusiły nas do postoju.