— Musisz mi oddać swoje lalki z cukru, malutka, bo inaczej zagryzę twojego Dziadunia, twojego Dziadka do Orzechów...
Z tymi słowami okropny Król Myszy zeskoczył ze stolika i ukrył się w norze.
Następnego dnia Klara stanęła przed szafą, w której znajdowały się jej lalki z cukru, i oglądała je po raz ostatni z wielkim smutkiem. Nie należy się dziwić jej zmartwieniu, gdyż nie masz pojęcia, moja uważna Czytelniczko, jakie śliczne figurki z cukru miała Klara!
Przede wszystkim był tam piękny pastuch z pastuszką: paśli oni całe stado owieczek białych jak mleko, a obok nich skakał wesoły piesek. Było tam dwóch listonoszy z listami w ręku, a cztery milutkie parki — wytwornie ubrani młodzieńcy i ślicznie wystrojone dziewczęta — huśtały się na marcypanowej huśtawce... Było tam także kilku tancerzy, a w kąciku stało małe, rumiane dziewczątko, oczko w głowie Klary. Łzy popłynęły jej z oczu.
— O, mój drogi panie Droselmajer! — zawołała do Dziadka do Orzechów. — Czego bym nie zrobiła, żeby pana uratować. Ale to jest jednak okropne!
Dziadek do Orzechów miał wygląd tak zabawny, że Klara, która miała ciągle przed oczami siedem otwartych gardzieli gotowych pożreć Dziadka, postanowiła poświęcić wszystko. Wieczorem ułożyła więc na podłodze przy szafie wszystkie swoje cukrowe laleczki, tak jak poprzednio cukierki i marcypany. Ucałowała pastucha, pastuszkę, owieczki, a wreszcie wyjęła z kąta swoje ulubione rumiane dzieciątko i ustawiła je na samym końcu.
— Nie, to przechodzi wszelkie pojęcie! — wołała pani radczyni następnego ranka. — Na pewno gospodaruje w szafie jakaś ogromna mysz, bo wszystkie cukrowe laleczki biednej Klary są pogryzione.
Klarze trudno było powstrzymać łzy, ale prędko uśmiechnęła się myśląc: „To nic. Dziadek do Orzechów jest uratowany!”
Pani radczyni opowiedziała wieczorem mężowi o spustoszeniach uczynionych przez myszy w szafie dzieci. — To doprawdy okropne, że nie możemy dać sobie rady z tą fatalną myszą, która rozpanoszyła się w oszklonej szafie i pożera słodycze biednej Klary — rzekł radca, a ojciec chrzestny zawołał wesoło:
— Przecież piekarz ma na dole ślicznego kota; zaraz go tu przyniosę! On położy koniec temu wszystkiemu i odgryzie głowę myszy, gdyby to była nawet Mysibaba we własnej osobie albo jej syn, Król Myszy...