Ale nic się nie poruszyło ani pod kominem, ani na kominie.

A kiedy sędzia uwiązał słoninę na cienkiej nitce i cichutko ustawił pułapkę przy szafie, Fred go ostrzegł:

— Uważaj dobrze, ojcze chrzestny i świetny zegarmistrzu, żeby ci Król Myszy jakiegoś figla nie spłatał!

W nocy biedna Klara miała okropne przejścia. Czuła zimne dotknięcia wzdłuż ręki, potem coś chropowatego i obrzydliwego przylgnęło do jej policzka, piszcząc straszliwie. Obrzydliwy Król Myszy siedział na jej ramieniu, czerwony ogień zionął z jego siedmiu szeroko rozwartych gardzieli. Potwór, zgrzytając zębami, świstał prosto do ucha Klary:

Świst — świst, gwizd — gwizd,

Do domku nie wejdę,

Bez uczty się obejdę,

Złapać mnie się nie uda!

Świst — świst, gwizd — gwizd,

Oddaj mi swoje cuda,