Kiedy Klara tak skarżyła się i narzekała, zauważyła nagle, że Dziadkowi do Orzechów po owej pamiętnej nocy pozostała na szyi wielka krwawa plama. Odkąd Klara wiedziała, że jej Dziadek do Orzechów jest w istocie młodym panem Droselmajerem, siostrzeńcem ojca chrzestnego, nie nosiła go więcej na ręku, nie pieściła go i nie całowała, a nawet lękała się go dotknąć.
Ale teraz ostrożnie wyjęła go z szafy i zaczęła ścierać mu chustką do nosa krew z szyi. Jakież było jej zdziwienie, gdy nagle poczuła, że Dziadek w jej ręce stawał się coraz cieplejszy i zaczął się poruszać. Gdy prędziutko odstawiła go na półkę, usta jego zaczęły się otwierać i zamykać, aż wreszcie Dziadunio wyszeptał:
— Ach, moja droga przyjaciółko, ileż pani zawdzięczam! Nie poświęci pani dla mnie ani książek z obrazkami, ani gwiazdkowej sukienki. Tylko niech mi się pani wystara o pałasz; tylko o pałasz, reszta należy już do mnie, gdybym miał nawet...
W tej chwili jednak Dziadek do Orzechów stracił mowę; oczy jego, przed chwilą pełne tęsknoty i uczucia, przybrały znowu wyraz nieruchomy i martwy.
Klara nie odczuwała żadnego lęku; przeciwnie, skakała z radości, bo wiedziała teraz, w jaki sposób uratować Dziadka do Orzechów, nie ponosząc więcej bolesnych ofiar. Ale gdzie zdobyć pałasz dla tego malca? Klara postanowiła naradzić się z Fredem.
Wieczorem, kiedy rodzice wyszli z domu, a dzieci same siedziały w bawialni obok oszklonej szafy, Klara opowiedziała bratu wszystko, co się jej wydarzyło, i w jaki sposób może uratować Dziadka do Orzechów. W tym całym opowiadaniu najbardziej zastanowiło Freda, że jego huzarzy, według relacji Klary, tak źle zachowali się w bitwie. Jeszcze raz zapytał, czy to prawda, a kiedy Klara potwierdziła, podszedł szybko do szafy i zwrócił się do huzarów z patetyczną przemową. Potem, chcąc ich ukarać za egoizm i tchórzostwo, poobcinał im z czapek odznaki wojskowe i zabronił w ciągu całego roku trąbić marsza gwardyjskiego.
Następnie zwrócił się znowu do Klary:
— Co się tyczy pałasza, to mogę dostarczyć go Dziadkowi do Orzechów; wczoraj właśnie wyznaczyłem emeryturę wysłużonemu oficerowi batalionu kirasjerów, więc mogę mu odebrać jego piękny i ostry pałasz.
Wspomniany oficer żył z pensji, wyznaczonej przez Freda, w tylnym kącie trzeciej półki. Chłopiec wyciągnął go stamtąd, zabrał mu błyszczący srebrny pałasz i przypasał go Dziadkowi do Orzechów.
Klara bała się tak bardzo, że następnej nocy nie mogła zmrużyć oka. Zdawało się jej, że z bawialni dochodzą jakieś niezwykłe hałasy, brzęki i szmery. Nagle usłyszała głośny okrzyk: „kwik, kwik!”